::: Broken Sword :::


PARYŻ
Wygrzebałem się spod parasola i wszedłem do środka zrujnowanej wybuchem kafejki. Leżący mężczyzna nie żył, nie miał przy sobie żadnych dokumentów. Podszedłem do nieprzytomnej kelnerki i posadziłem ją na ławie. Kiedy się ocknęła, dałem jej butelkę brandy i pogadałem przez chwilę o katastrofie. Wyszedłem na zewnątrz i zabrałem gazetę leżącą pod lampą (przejrzałem ją szybko). Potem poszedłem w stronę pracującego w wykopie robotnika. I wtedy zatrzymała mnie policja. Inspektor postanowił przesłuchać mnie w kawiarni. Opowiedziałem o wszystkim, co widziałem, potem dostałem od inspektora jego ID. Kiedy wyszedłem na zewnątrz, zobaczyłem dziewczynę robiącą zdjęcia i zaczepiłem ją. Była to fotoreporterka pracująca dla pewnej gazety. Dowiedziałem się, że nieboszczyk nazywał się Plantard i był umówiony w kawiarni z moją rozmówczynią. Nicole dała mi swój numer telefonu. Postanowiłem porozmawiać z robotnikiem. Kiedy dałem mu gazetę odszedł, a wtedy mogłem zabrać łom z jego skrzynki z narzędziami. Naprzeciwko kawiarni znajdowała się ślepa uliczka. Morderca musiał uciec tamtędy. Podważyłem łomem klapę od wejścia do kanału i zszedłem na dół. Znalazłem sztuczny nos klowna, chusteczkę do ścierania makijażu i kawałek materiału. Wyszedłem na górę drugą drabinką i znalazłem się na dziedzińcu hotelu. Zaniepokojonemu portierowi pokazałem ID inspektora Rosso i pogadałem z nim o klownie, kelnerce i ofiarze zamachu. Pokazałem mu skrawek materiału. Okazało się, iż widział człowieka ubranego w strój wykonany z takiej materii. Zapamiętał numer telefonu krawca. Od razu zadzwoniłem do Nicole i przekazałem jej, co odkryłem. Zaprosiła mnie do siebie. Zanim się tam udałem, odbyłem pouczającą pogawędkę z kwiaciarką. Nicole na początku rozmowy przekazała mi złą wiadomość: wydawca nie był zainteresowany jej materiałem. Podobne zamachy popełniono już we Włoszech i Japonii. Raz uczynił to morderca w przebraniu śniegowego bałwanka, potem jakiś w przebraniu pingwina. Kiedy pokazałem jej skrawek materiału okazało się, iż ma zdjęcie faceta w takich właśnie spodniach! Dała mi je. Zadzwoniłem do krawca Todryka, którego numer otrzymałem od portiera. Niestety, odmówił udzielenia informacji, póki nie podam mu nazwiska klienta. Potem obejrzałem nos klowna i pokazałem go Nicole. Okazało się, że znajduje się na nim adres sklepu z kostiumami. Nicole powiedziała mi, gdzie to jest. Postanowiłem natychmiast się tam udać. Sprzedawca nie mógł mi pokazać spisu klientów wypożyczających kostium klowna, ale za to bezbłędnie rozpoznał mężczyznę ze zdjęcia Nicole. Dokładnie obwąchał też chusteczkę, która posłużyła do starcia makijażu. Wiedziałem już, iż zabójca nazywa się Khan i wypożyczył dwa kostiumy: klowna i wróżki. Na koniec sprzedawca zrobił mi głupi dowcip, ale podarował też electroshocker. Wróciłem do Nicole, która tymczasem odkryła, iż poprzednie dwie ofiary były w tym samym czasie w Paryżu. Zadzwoniłem do krawca Todryka i podałem mu nazwisko Khana. Powiedział, iż dostarczył kostium do hotelu Ubu. Pogadałem z dwoma oprychami jak gdyby nigdy nic i wszedłem do środka. W holu siedział starszy pan i jakaś paniusia. Pogadałem z nimi. Okazało się, iż nieszczęsna pani zakochała się w mordercy (Khanie), który opowiedział jej bajkę o swoim życiu (podał nazwisko Moerlin). Następnie udałem się do recepcji i próbowałem zabrać z półki klucz. Niestety, recepcjonista o wyglądzie żigolaka zauważył mnie. Podszedłem do starszej damy, a ona postanowiła mi pomóc. Zajęła recepcjonistę, ja tymczasem porwałem klucz. Wszedłem na piętro i otworzyłem nim pierwsze drzwi. Pokój był pusty. Wydostałem się przez okno na parapet i przeszedłem do następnego. To był pokój mordercy, ale spryciarz nie zostawił w nim nic, co mogłoby mnie naprowadzić na jakiś ślad. Kiedy chciałem wyjść drzwiami, zobaczyłem Khana idącego korytarzem. Natychmiast wpadłem z powrotem do pokoju i ukryłem się w szafie. Morderca zmienił ubranie i wyszedł. Sprawdziłem kieszenie spodni, które zostawił i odkryłem pudełko po zapałkach z Klubu Alamut oraz ID na nazwisko Moerlin. Zszedłem do recepcji i pokazałem żigolakowi za ladą ID, ale mimo to nie chciał mi wydać zawartości sejfu Moerlina. Znowu poprosilem o pomoc starą damę, a ta szybko przekonała recepcjonistę. Dostałem stary manuskrypt, który był w sejfie Moerlina. Starszemu panu (nobliście) pokazałem pudełko z Klubu Alamut (coś bredził o jakimś Starcu z Gór) oraz manuskrypt. Na widok tego ostatniego stwierdził, że jestem w wielkim niebezpieczeństwie i w ogóle mieszam się do nie swoich spraw. Chciałem szybko biec do Nicole, ale nagle przeżyłem chwilę jasnowidzenia. Wyobraziłem sobie, jak wychodzę z hotelu, zostaję przeszukany przez dwóch gangsterów, którzy znajdują manuskrypt. A potem zobaczyłem siebie w wielkim worze lądującym w Sekwanie. Udałem się na górę, wszedłem do pierwszego pokoju, wdrapałem się na parapet i zrzuciłem na podwórze manuskrypt. Wyszedłem z hotelu, a gangsterzy przeszukali mnie - zupełnie jak w moim widzeniu. Oczywiście, nic nie znaleźli. Szybko zabrałem manuskrypt z podwórza i poszedłem na policję. Doniosłem na gangsterów, pogadałem z dyżurnym policjantem oraz inspektorem Rosso. Wszystko po to, aby usłyszeć, że sprawa morderstwa została zamknięta. Poszedłem do Nicole i obejrzeliśmy wspólnie manuskrypt. To stara średniowieczna robota z czasów templariuszy. Nicole opowiedziała mi historię tego tajemniczego zakonu i że do tej pory nie odkryto ogromnego skarbu templariuszy. Dowiedziałem się, że Nicole zna naukowca, który zajmuje się średniowieczem. Pracuje on w Crune Museum. Udałem się tam, ale nie zastałem nikogo poza nierozgarniętym stróżem. Za to zobaczyłem trójnóg, dokładnie taki sam jak na rysunku. Napis głosił, iż odnaleziono go w Irlandii. Wróciłem do Nicole, opowiedziała mi o badaniach słynnego profesora Peagrama. Postanowiłem udać się do Irlandii.

IRLANDIA
Najpierw odwiedzilem miejscowa knajpe. Zanim tam wszedlem, porozmawialem ze stojacym kolo wejscia malolatem. Maguire opowiedzial mi, iz jedyny miejscowy zatrudniony przy wykopaliskach to niejaki Fitzgerald. Wszedlem do pubu i porozmawialem z Fitzgeraldem. Pogadalem tez z innymi goscmi. Kiedy pijaczkowi przy barze postawilem piwo, powiedzial, ze widzial Fitzgeralda. Zdaje sie jednak, ze profesor Peagram wybyl po angielsku. Poza tym chlopcy gadali o drogocennym klejnocie. Kiedy pijaczek opróznial swoje piwo, zakosilem mu recznik spod lokcia. Natomiast z kichajacym staruszkiem pogadalem o sidlach, a kiedy kichal szybciutko zwinalem ze stolu jeden egzemplarz. Wyszedlem pogadac znowu z Maguirem. Przyznal, iz widzial Fitzgeralda rozmawiajacego z Peagramem. Co wazniejsze, widzial jakies przekazywane z rak do rak pudelko! Wrócilem do knajpy i przycisnalem Fitza do muru. Kiedy jednak zaproponowalem mu, by oddal pudelko, wyskoczyl jak oparzony na zewnatrz. Kiedy wyszedlem za nim Maguire opowiedzial mi, co widzial. Biedny Fitzgerald. Czolowe zderzenie z rozpedzonym Ferrari nie nalezy do przyjemnosci. Ale mialem nadzieje, ze facet mógl cos zgubic. Niestety, krata w chodniku byla zamknieta. Przeczuwalem, ze moze sie otwierac od strony piwnic pubu. Barman nie chcial mnie wpuscic za kontuar, postanowilem wiec zrobic mu brzydki dowcip i zakrecilem cisnienie w beczce (regulator byl na zewnatrz przy drzwiach). Kiedy poprosilem o piwo (najpierw jedno wypilem do dna) okazalo sie, iz beka nie dziala. Pokazalem wiec barmanowi ID Moerlina, z którego wynikalo, ze pracuje dla firmy elektrycznej i obiecalem naprawic sprzet. Chcial mnie wypróbowac, wiec najpierw musialem naprawic jego zmywarke do naczyn. To bylo stosunkowo proste. Wlozylem sidla w kontakt i "po ptokach". Teraz barman zgodzil sie wpuscic mnie do piwnicy. Ciemno tam bylo "jak oko wykol", ale przesunalem wajche. Wyszedlem na zewnatrz i unioslem krate w chodniku. I wtedy zjawil sie Khan. Az mnie zamurowalo! Na szczescie myslal, ze jestem jednym z tych wsioków i szybko sobie poszedl. Wrócilem do piwnicy, zabralem latarke i zobaczylem klejnot. Potem odkrecilem kran i zmoczylem recznik.

Za pubem znalazlem brame do zamku (solidnie zamknieta). Pogadalem z farmerem pilnujacym stogu i opowiedzialem o wypadku biednego Fitza. Namówilem go, aby zglosil wypadek na policji, a sam wdrapalem sie na stóg. Poniewaz nie moglem dosiegnac muru, znalazlem mala dziure w scianie i wlozylem w nia lom. Teraz poszlo jak z platka. Dotarlem na dziedziniec, gdzie ktos przywiazal kozla [kozla powiadasz... - Frogger]. Próbowalem dojsc do drabiny, ale huknal mnie rogami. Spróbowalem jeszcze raz, ale tym razem szybko pobieglem na lewo w strone starego pluga. Przesunalem go i koziol zaplatal sie. Spokojnie dotarlem wiec do drabiny i zszedlem. Znalazlem sie w pomieszczeniu, gdzie - wydawalo mi sie - jest tajne przejscie. Niestety, sciana nie chciala nawet drgnac. Obok byl mur z miejscami na palce. Wsuwalem tam dlon i nic. Przewrócilem wiec stojaca na ziemi figure, podnioslem ja, a w piachu zostaly slady palców. Znalazlem na stoliku gips i sypnalem. Chcialem wyzac recznik, ale wysechl, wiec musialem wrócic do piwnicy pod pubem i znowu go zmoczyc. Teraz wyzalem recznik i kiedy gips stwardnial, otrzymalem swietny odcisk. Wlozylem odcisk w sciane i tajne drzwi otworzyly sie.


PARYŻ

Wróciłem do Nicole i pokazałem jej mój duży klejnot (ha!). Powiedziałem też o wypadku i facecie o nazwisku Marquet. Potem poszedłem na komisariat. Żandarm znał Marqueta i powiedział, że facet jest w szpitalu. Podał mi adres. Pojechałem tam, spytałem recepcjonistkę o Marqueta i pokazałem jej ID. Poszedłem korytarzem i natknąłem się na pewnego przygłupa czyszczącego podłogę. Odłączyłem mu maszynę, a gdy odszedł, zajrzałem do pokoiku obok i przebrałem się w strój doktora. Wróciłem do recepcji, pogadałem z lekarzem, który wysłał mnie na obchód ze swoim asystentem. Kazałem mu użyć aparatu do mierzenia ciśnienia na pacjencie leżącym po prawej stronie. Poszedłem do pokoju Marqueta i pogadałem z nim. A potem znowu byłem świadkiem zabójstwa. Po szpitalnych przeżyciach pojechałem do muzeum i porozmawiałem z Lobineux. Opowiedział mi o assasinach, templariuszach i rozpoznał pudełko zapałek z klubu Alamut. Strażnik marudził, żebym nie otwierał okna, ale zrobiłem to, kiedy był odwrócony. Natomiast, kiedy je zamykał, wślizgnąłem się do sarkofagu. Kiedy muzeum zostało zamknięte, zobaczyłem dwóch opryszków spod hotelu. Próbowali ukraść trójnóg, ale momentalnie zrzuciłem na nich totem. Nagle pojawił się niespodziewany sojusznik w przebraniu.

Zjawiłem się u Nicole z bolącym łbem. Okazało się, iż to ona uratowała mnie w muzeum. W dodatku ukradła trójnóg. Cwana panienka. Chyba się zakocham. Postanowiłem pójść do Mountfacon - to miejsce wspominał Lobineux. Pogadałem z żonglerem i sklerotycznym żandarmem, potem jeszcze raz z żonglerem. Gdy sobie poszli, otworzyłem właz moim ulubionym łomem i zszedłem do kanałów. Rozwaliłem ścianę łomem. Znalazłem ukryty mechanizm i obejrzałem go. W łódce uruchomiłem koło z łańcuchem, przyczepiłem go do mechanizmu w ścianie, wróciłem na łódkę i pociągnąłem za niego. Ściana zrobiła puff! i przelazłem na drugą stronę. Zajrzałem przez dziurę w ścianie i zobaczyłem zebranie nowoczesnych templariuszy. Co za wredne gady! Kiedy odpłynęli, poszedłem do sali i postawiłem trójnóg w kole. Włóżyłem klejnot - - ukazały się litery M, A, R, I, B. Marib, to musi coś znaczyć. I znaczyło. Nicole powiedziała, że tak się nazywa wioska w Syrii. Poszedłem do Lobineux i pogadałem z nim o manuskrypcie. Teraz doszedł nam jeszcze ślad hiszpański.


HISZPANIA

Znalazłem się przed pięknym pałacem, ale cholerny ogrodnik nie chciał mnie wpuścić do środka. Poszedłem więc na bok i zakręciłem mu dopływ wody, zawiązując na wężu aparat do mierzenia ciśnienia. Gdy odszedł, to ja fru! do hacjendy. Kiedy usłyszałem warczenie psów, schowałem się za zbroję. A potem skoczyłem po schodach na górę. Zobaczyłem starą księżnę i odstawiłem z nią gadkę-szmatkę. Poszliśmy do mauzoleum. Kiedy podniosłem Biblię, odkryła się szachownica. Przestawiłem białe figury w następujący sposób: wszystkie w środkowym rzędzie, laufer na górze, król niżej i skoczek pod nim. I wtedy otwarła się skrytka, a w niej ujrzałem starodawny kieliszeczek.

SYRIA

Obejrzałem stragany i pokazałem sprzedawcy dywanów pudełko zapałek. Odsunął jeden dywan i mogłem wejść do klubu. Szef miał obcięty język, więc nie odzywał się za dużo, ale pogadałem z kierowcą Ultarem. Kurs z nim kosztuje pięć dych, a ja akurat byłem spłukany. Chciałem pójść do kibla, ale był zamknięty, bo ktoś ukradł szczotkę. Wróciłem na targ i przyjrzałem się sprzedawcy kebabów. Cholerny tubylec używał szczotki na swoim straganie. Ale nie sądzę, żeby chciał ją oddać po dobroci. Pogadałem sobie z rozgarniętym chłoptasiem o imieniu Nejo i dałem mu piłkę zabraną żonglerowi. Nejo w zamian nauczył mnie pewnego arabskiego zwrotu, dzięki któremu sprzedawca z rewerencją odda mi szczotkę. Jak wypowiedziałem ten zwrot, to kebabczyk o mało mnie nie ubił. Pogonił za mną z nożem. Gdy wróciłem do Nejo, okazało się, iż sprytne chłopię zwinęło tymczasem szczotkę. Poszedłem do szefa klubu i oddałem mu szczotkę. Dostałem klucz do kibla, otworzyłem kluczem pojemnik na ręczniki i zabrałem sobie jeden. Poszedłem do straganu Nejo i pogłaskałem kota. Gdy zwiał na półkę, nacisnąłem dzwonek w blacie. Pojawił się ojciec Nejo. Kot się spłoszył i strącił figurkę. Połamała sobie łapki. Wziąłem ją i przetarłem szmatką, potem pogadałem z rodakiem i opyliłem mu ten złom za 50 zielonych. Teraz poszedłem do Ultara i zapłaciłem za kurs. Przy samochodzie dałem mu ręcznik i ruszyliśmy.

Kiedy zjawiliśmy się na wzgórzu, urwałem patyk z krzaka. Z niego i ręcznika zrobiłem linę z kotwiczką. Zawiesiłem ją na skraju skarpy i zsunąłem się w dół. Włożyłem łapę do dziury i szarpnąłem za pierścień. Wlazłem do tajnego pomieszczenia, obejrzałem rzeźbę i płaskorzeźbę. A, i znalazłem trupa. Zabrałem mu szkło powiększające. Wtedy zjawił się Khan. Duży facet, z dużą spluwą w łapie. Wyprowadził mnie na zewnątrz i zadawał pytania. Powiedziałem mu prawdę, bo myślałem, że zrobimy deal: prawda za życie. Ale nic z tego - i tak chciał mnie zabić. Spytał, czy chcę umierać jak pies, czy jak mężczyzna. Nie marudź, tylko podaj mi swoje lekarstwo, chłopcze - odpowiedziałem. Tak mu się to spodobało, że chciał na pożegnanie potrząsnąć moją grabulą. Chwyciłem szybko elektroshocker - miał dosyć potrząsania do końca życia. Przez moment zastanawiałem się, czy nie chwycić pistoletu, ale... Skoczyłem w dół urwiska i wylądowałem w samochodzie.


PARYŻ

Poszedłem do kościoła w Mountfacon i pogadałem z księdzem. Dałem mu hiszpański kielich do oczyszczenia. Obejrzałem groby, przeczytałem inskrypcje, obejrzałem statuę i pergamin, który trzymała w ręku. W pergamin wetknąłem szkło powiększające i obejrzałem przez nie witraż. Zabrałem kielich i poszedłem do muzeum. Opowiedziałem Lobineux o rzeźbie znalezionej w Syrii, a on rozpoznał w niej Baphometa. Zadziwiające, ale w Paryżu odkryto podobne miejsce. Poszedłem więc obejrzeć wykopaliska. Zszedłem na dół, drzwi do kibla były zamknięte. Poprosiłem strażnika o klucz i otrzymałem cały pęk. Mam już wprawę w robieniu wytrychów, więc odbiłem klucz do podziemi w mydle, użyłem gipsu, całość zmoczyłem, osuszyłem i miałem piękną kopię klucza. Ale nie wyglądał na prawdziwy. Poszedłem na górę pogadać z malarzem, ale nie dał mi skorzystać z farby. Jak się go pozbyć? Zadzwoniłem do Nicole i powiedziałem malarzowi, że jest do niego telefon. Gdy odszedł, umoczyłem klucz w farbie. Teraz wygląda nieźle. Podmieniłem podrobiony klucz z dobrym, ale zdałem sobie sprawę, że strażnik wyczuje różnicę palcami! Nie szkodzi, główka pracuje: wyłączyłem termostat, zrobiło się zimno, strażnik założył rękawiczki i wtedy dałem mu pęk kluczy z tym fałszywym. Żeby się pozbyć strażnika zadzwoniłem do Nicole. Ona oddzwoniła, strażnik poszedł na górę, a ja otworzyłem drzwi. Postawiłem kielich na podłodze na dolnym poziomie.

HISZPANIA

Lopez tym razem był grzeczny i uprzejmy. Pogadałem z księżną i poszedłem do mauzoleum. Zamknąłem okno na górze kijem. Potem owinąłem wokół niego chusteczkę, zapaliłem pochodnię i świecę w żyrandolu pod sufitem. Kiedy świeca się stopiła, okazało się, że w środku jest kamienna figurka. Zabrałem Biblię. Wróciłem do księżnej, pogadaliśmy chwilę i poczytali Biblię. Okazało się, że trzeba szukać starej studni. Lopez poradził mi, abym pobawił się w różdżkarza. Ułamałem gałązkę w kształcie litery Y. Lopez powiedział, co mam robić. Po małych perturbacjach znaleźliśmy starą studnię. Zlazłem na dół i zobaczyłem paszczę kamiennego lwa. Jeden ząb mu się ruszał. Kiedy usłyszałem rumor, odskoczyłem do tyłu. Całe szczęście, bo kamienna płyta padła tuż koło mnie. Dalej był ciemny korytarz. Gdzie ja mam latarkę? Nie mam. Przypomniałem sobie, iż w małym pokoju na lewo od wejścia do pałacu widziałem lusterko. Poszedłem po nie, wróciłem do studni i ustawiając lusterko pod odpowiednim kątem oświetliłem ciemną ścianę. Odnalazłem tajną komnatę. Kamienna figurka okazała się kluczem.

PARYŻ - SZKOCJA
Pojechaliśmy pociągiem do Bannockburn. Po kontroli biletów wyszedłem z przedziału i idąc wagonami w lewo zobaczyłem gangstera spod hotelu Ubu. Dałbym mu w łeb, ale po co. Wróciłem do przedziału, a tam nikogo! Ani Nicole, ani starej pani, która z nami jechała. Wszedłem do przedziału, gdzie chłopcy raczyli się piwem i pogadałem z jednym (drugi spał). Potem wylazłem przez okno i poszedłem do wagonu towarowego. A tam... No dobrze, powiem krótko: hamulec bezpieczeństwa to podstawa. I dałem całusa Nicole! Aha, Khan umarł.

SZKOCJA

Wleźliśmy do takiej ruiny. Pogrzebałem w stercie śmieci i znalazłem coś wyglądającego mniej więcej tak -0-, potem pokręciłem korbą przy mechanizmie i urwałem ją - została mi w rękach. Odłączyłem drugie takie -0-. Oba -0- włożyłem w oczy rzeźby demona i pokręciłem mu korbą w otworze gębowym. Weszliśmy do środka. Co się dalej działo, to istny cyrk. Ceremonia templariuszy; jakieś nadprzyrodzone moce; facet, który od początku wydawał mi się podejrzany, w roli arcykapłana; walka z mordercą (dostawałem łomot) i ostatnia scena, w której udowodniliśmy z Nicole, że stanowimy zgrany tandem. Później udowadnialiśmy to jeszcze sobie nie raz, ale już na osobności. Aha, zabiliśmy ich wszystkich. Tęsknię za Kalifornią.

Źródło: Internet