Wydawca-Producent: Sony-Deep Space   Gatunek: Action-Adventure  Info: Memory Card - 79 KB, Analog   Ilość płyt: 1

::: Extermination :::

Znajdujesz się w zimnym, słabo oświetlonym pomieszczeniu. Temperatura bliska jest zeru. Gdyby nie kombinezon, który osłania twoje ciało drżałbyś z zimna. Mimo tak niskiej temperatury z twojej twarzy spływają krople potu. Podchodzisz do drzwi wielkiej - towarowej windy. Wciskasz kartę, a następnie oczekujesz aż drzwi windy otworzą się do końca. Dla bezpieczeństwa nie puszczasz spustu od swojego M14. Nagle z windy wypełza coś co trudno opisać słowami. Czegoś takiego jeszcze nigdy nie widziałeś. Wygląda jakby kiedyś było człowiekiem, ale teraz w wyniku działania jakichś substancji chemicznych stało się jedynie zlepkiem galaretowatych członów. Po szybkiej ocenie sytuacji cofasz się... Do swojego M14 doczepiasz shotgun'a i pakujesz w drania wszystkie naboje jakie masz w magazynku. Dym z lufy przesłonił Ci widoczność. Po chwili słyszysz już tylko cykanie pustego magazynka i swój własny - przyśpieszony oddech. Tuż przy tobie leży rozerwane, galaretowate ciało, z którego wypływa jakaś różowa maź o gęstości ludzkiej krwi. W tym momencie zdałeś sobie dopiero sprawę z tego, że długo tutaj nie przeżyjesz... Musisz wydostać się z tego miejsca i to jak najszybciej. Inaczej czeka Cię śmierć...

Uczucie niepewności i strachu, poczucie odpowiedzialności i pustki to jedne z przeżyć jakie towarzyszyły mi kiedy grałem w Extermination. Grze zapowiadanej przez Sony jako połączenie survival horroru z klimatem filmu "Rzecz". Miała być wielkim hitem i prekursorem nowego gatunku panic-action. Czy jest tak w rzeczywistości? Myślę, że nie do końca...

Jest 24 Grudzień 2005r. Jednostka rozpoznawcza sił specjalnych Marines została wysłana do Fort Stewart, tajnej bazy rządowej na Antarktyce. Wiadomo tylko tyle, że w Fort Stewart stało się coś okropnego. Po drodze nastąpiła awaria silników samolotu. Wraz ze swoim kompanem główny bohater ląduje na spadochronie gdzieś w pobliżu bazy. Od tego momentu zaczynasz grę. Od Ciebie będzie zależało wyeliminowanie całego zła jakie kryje się w Fort Stewart...

Główny bohater gry Dennis Riley jest 24 letnim komandosem. Prawdziwy z niego twardziel. Wspinanie się na wysokie szczyty, czy też przechodzenie po metalowych prętach nad głębokim zbiornikiem wodnym nie są dla niego żadnym problemem.

Początkowo szwędając się po opuszczonej bazie nie znajdujemy nic ciekawego. Po pewnym czasie natrafiamy na małe, piszczące robaki ze skrzydełkami. To jest dopiero początek. Można powiedzieć, że od tej pory rozpoczyna się właściwa rozgrywka. Dalej trafiamy już na coraz to bardziej zmutowane robactwo powstałe w wyniku doświadczeń prowadzonych w Fort Stewart. Przy eksploracji wszystkich pomieszczeń towarzyszy nam niesamowity klimat, którego nie sposób nie porównać z klimatem "Obcego" czy też niedawno powstałego na PS2 "Half-Life'a". Tak naprawdę można powiedzieć, że Extermination to Half-Life w ujęciu TPP. Klimat Extermination jest naprawdę niesamowity i jeżeli tylko odpowiednio się wczujesz w rolę będziesz zachwycony.

Jeżeli chodzi o fabułę to nie mam do niej wielkich zastrzeżeń. Jak to zwykle bywa w grach tego typu nie jest ona zbyt skomplikowana, a i dość duża liniowość daje się we znaki. Podczas rozgrywki nie uświadczymy tutaj żadnych zagadek. Zupełnie tak jak w Half-Life jedyne o czym musimy myśleć to uzupełnianie magazynków i utrzymanie się przy życiu. Czasami trzeba troszeczkę pogłówkować jak pokonać jakiegoś bossa, czy też jak dojść do jakiegoś niezbyt dostępnego miejsca. Na tym myślenie w tej grze się kończy. Rozgrywka polega głównie na zbieraniu różnego rodzaju przedmiotów, eksplorowaniu i penetrowaniu wielu pomieszczeń i co najważniejsze siekaniu zmutowanych potworów. Każdy kto sądzi, że jest to przygodówka czy też gra z gatunku survival-horror jest w wielkim błędzie. Moim zdaniem jest to typowa gra action-adventure. Taki uproszczony Metal Gear Solid z większą dawką strachu;) Skoro już o strachu to powiem, że nie brakuje go tutaj. Często zdażały się sytuacje kiedy bałem się gdzieś wejść lub gdzieś zajrzeć. Jednak nie jest to taki rodzaj strachu jak ten, którego uświadczysz grając w Silent Hill'a czy chociażby Resident Evil'a. Tutaj boisz się, że jak gdzieś wejdziesz w pomieszczeniu będzie roiło się od zmutowanego robactwa i stracisz całą energię, jaka Ci pozostała. Brak tu elementu zaskoczenia i działania naszej wyobraźni.

Wypowiedziałem się już na temat samej fabuły i klimatu. Teraz wypadałoby coś wspomnieć o sterowaniu i oprawie. Zacznę od tego, że sterowanie jest bardzo intuicyjne i w pełni odpowiada moim wymaganiom. Nie ma tutaj problemów typu "Nie zabiłem drania, bo mi celownik uciekł!" lub "Nie wszedłem na drabine, bo ten ch*j zaciął się przy ścianie!". Sterowanie jest bardzo proste. Wystarczy kilka minut aby wszystkiego się nauczyć. Bardzo pomocne okazało się dodanie do broni laserowego celownika, który sam nacelowuje nas na wroga z odpowiedniej odległości. Dodatkowo do dyspozycji jest także widok FPP, z którego łatwiej jest samemu wcelować w przeciwnika. Następną rzeczą zasługującą na pochwały jest praca kamer. Często w grach tego typu kamera pracuje jak szalona (vide C-12) i ustawia się pod złym kątem. Tutaj tego problemu raczej nie ma.

W tym momencie nie pozostaje mi nic innego jak tylko powiedzieć kilka słów o grafice. Tutaj niestety muszę się przyczepić. O ile niektóre elementy gry zaprojektowane zostały z wyobraźnią, a ilość polygonów "wrzucona na nie" jest zadawalająca to design praktycznie wszystkich postaci i niektórych pomieszczeń jest mówiąc krótko słaby. Widać wiele niedoróbek i błędów. Zupełny brak antialiasingu nie jest powodem do rozpaczy, ale postacie, u których widać, że głowa i szyja to dwa odrębne człony to jak na PS2 zakała. Oprócz tego zauważyłem, że mimika i ruchy postaci są bardzo kiczowate. Wygląda na to, że autorzy gry chyba nie wiedzą o istnieniu czegoś takiego jak motion-capture. Ogólnie nie jest tak źle, grafika cieszy oko, ale mogło być znacznie lepiej...

Całe szczęście, że muzyka została wykonana o wiele lepiej. Jest bardzo klimatyczna i często to właśnie ona pogłębia nasz strach. Dzwięki rówież wypadają bardzo dobrze. Każdej operacji towarzyszy przypisany jej dzwięk. Czasami tylko trudno zrozumieć co mówi dana postać, ale związane jest to z użyciem filtru, który tworzy efekt rozmowy przez walkie-talkie. Sądzę, że nie jest to raczej błąd twórców Extermination. Poza tym momenty te nie występują bardzo często...

Teraz przyszedł czas na werdykt końcowy. Tutaj uwaga... niespodzianka! O ile w wielu pismach czy serwisach internetowych gra dostawała ocenę 7/10 lub 8-/10 tak u nas dostanie prawie najwyższą ocenę za grywalność. Minus dostaje jedynie za to, że nie jest zbyt długa - jej przejście zajmuje średnio 7-8 godzin. Extermination to naprawdę spora dawka miodu, która na jakiś czas wciąga i nie pozwala o sobie zapomnieć. Jedno wiem - Extermination z całą pewnością pozostanie przez jakiś czas w mojej pamięci...


Cartman  [QDC]

                                         : Grafika - 3/5
                                         : Dzwięk - 4+/5
                                         : Miodność - 4+/5





Oceny internetowe:
7,8 - 7,5 - 7,3 - 85,8%