|
Był chłodny letni wieczór, za oknem padała lekka
mżawka. Siedziałem sobie spokojnie przy kominku, gdy ktoś nagle zapukał do moich
drzwi. Gdy je otworzyłem, zobaczyłem tylko mokrą kopertę na wycieraczce. Rozejrzałem
się na boki, jednak nikogo nie zauważyłem, więc szybko zabrałem list i zamknąłem za
sobą drzwi. Na kopercie widniała znana mi nazwa - Silent Hill. Od razu wróciły do mnie
przykre wspomnienia sprzed trzech lat oraz przyjemne chwile spędzone razem z moją
żoną. Powolnym ruchem otworzyłem kopertę i wyjąłem z niej kartkę zapisaną bardzo
dobrze znanym mi charakterem pisma.
W moich niespokojnych snach,
Widzę to miasto.
Silent Hill.
Obiecałeś, że zabierzesz mnie
Tam z powrotem pewnego dnia.
Ale nigdy tego nie zrobiłeś.
Więc, teraz jestem tam sama...
W naszym "specjalnym miejscu"...
Czekając na Ciebie... |
Czytając te słowa, ogromny żal złapał mnie
za serce, a ręce samoczynnie zaczęły mi się trząść. Początkowo uznałem to za
jakiś głupi żart. Jednak czy ktoś mógłby być tak chory i pozbawiony uczuć, żeby
zrobić coś takiego? Nie myśląc długo porwałem leżące na stole kluczyki i
wybiegłem z domu. Deszcz przeobraził się w ulewę. Nie zważając na nią podbiegłem
do samochodu. Byłem cały przemoczony, jednak zupełnie nie zwracałem na to uwagi.
Pełen żalu i nadziei ruszyłem w kierunku Silent Hill. Deszcz i pioruny towarzyszyły mi
przez całą drogę. Nie wiem, który to już był dzień drogi, kiedy wiatr przepędził
chmury, deszcz przestał padać, a słońce zaczęło przyjemnie przygrzewać. Byłem już
niedaleko kresu drogi, więc postanowiłem zrobić sobie mały postój na moście
prowadzącym już bezpośrednio do miasta. Kiedy postanowiłem ruszyć dalej, okazało
się, że dalsza droga jest zablokowana. Tak więc zabrałem jeszcze mapę z samochodu i
ruszyłem jedną z bocznych dróg przez las.
W tym momencie przejmujemy kontrolę nad naszym bohaterem.
Wcielamy się w postać Jamesa Sunderlanda - zwykłego, szarego człowieka z
amerykańskiego przedmieścia. Kiedyś wyjeżdżał na wakacje razem ze swoją żoną Mary
do miasteczka Silent Hill. Jednak Mary zachorowała na jedną ze śmiertelnych chorób i
niedługo potem zmarła. Od tego czasu ani razu tam nie wrócił, ponieważ chciał
uniknąć przykrych wspomnień. Teraz jednak dostał list od swojej rzekomo zmarłej żony
i pełny desperacji, ale również smutku powraca na przedmieścia Silent Hill. Więcej na
temat fabuły nie mam zamiaru mówić, ponieważ mógłbym popełnić błąd bardzo wielu
recenzentów, którzy zdradzają pewne elementy, które odebrałyby graczowi część
przyjemności wynikających z odkrywania ich samotnie w miarę postępu akcji. Mogę was
tylko zapewnić, że pod względem fabuły gra maksymalnie wymiata i jeszcze chyba nigdy
nie grałem w grę, której fabuła byłaby tak zagmatwana jak sequel wielkiego hitu
sprzed kilku lat jakim był Silent Hill.
Zajmijmy się teraz oprawą graficzną. Muszę szczerze
przyznać, że kiedy oglądałem intro i na ekranie przestało się cokolwiek dziać, to
przestraszyłem się, że konsola się wiechneła. Kiedy odkryłem, że to już jest gra,
to po prostu szczena opadła mi w dół i później musiałem szukać jej po podłodze.
Pierwszą lokacją, w której się znajdujemy jest stary zasyfiały kibel przydrożny
stojący przy autostradzie do Silent Hill. Wszystko wyglądało tam tak realnie, że
pomyślałem, że śnię. Zdesperowany uderzyłem się w ryj, ale wizja nie znikła.
Jeszcze długą chwilę przyglądałem się wszystkim szczegółom, zanim ruszyłem na
przygodę. Kiedy wyszedłem na zewnątrz trochę się rozczarowałem. Owszem plenery były
ładne, ale po tym co zobaczyłem wcześniej spodziewałem czegoś nieprawdopodobnego.
Czegoś co by zupełnie zwiększyło moją ekstazę. Nie będę przed wami niczego
ukrywał: po prostu najwspanialsze momenty spędziłem szwendając się po zamkniętych
pomieszczeniach. Dobrze pamiętam, kiedy chodziłem po opuszczonym, ciemnym apartamencie i
to w dodatku bez latarki. Nie widziałem nic. Nagle z jakiegoś pokoju dochodzi światło.
Szybki bieg w jego kierunku. Stoi tu jakiś manekin ubrany w piękną białą suknię, a
zamiast głowy ma przyczepioną latarkę. Szybko po nią sięgnąłem. Cały pokój
natychmiast pojaśniał, a zza stojaka wyskoczył na mnie jakiś dziwny stwór, którego
dolna część ciała to nogi, a górna to... nogi. Dopiero teraz zauważyłem ogromną
pracę grafików, którą włożyli w wykonanie tego znakomitego produktu. Dalej było
coraz gorzej. Moja schizofrenia zwiększała się coraz bardziej, a kiedy trafiłem do
szpitala dla obłąkanych, to już po prostu sięgnęła zenitu. Białe ściany wyłożone
gąbką, a w dodatku całe we krwi oraz kawałkach mózgu. Po prostu kocham to!!! Kolejnym
ważnym elementem graficznym jest gra świateł i cieni. Przyznaję, że jest to po
strachu chyba najlepszy element gry. Z tego co wiem panowie z Konami bardzo długo nad tym
pracowali i wierzcie mi naprawdę widać owoce tej pracy. Tak wspaniałego światła
latarki to nie widziałem od czasu Alone in the Dark 4. A cienie zostały zrobione tak,
że czasem się zastanawiam, czy ja aby na pewno tylko gram, czy to może jest prawda?
Klimat zostaje jeszcze bardziej spotęgowany przez pewną opcję, którą jest pewnego
rodzaju brązowa mgła. Dzięki niej podczas gry wydaje nam się , że oglądamy jakiś
stary film w kinie, a nie przeżywamy wirtualną przygodę. Mam natomiast bardzo duże
zastrzeżenia do ruchów postaci. Owszem Motion Capture dobrze je oddaje, ale jestem
pewien, że twórców stać na trochę więcej. Mimika twarzy wciąż pozostaje na
średnim poziomie, a niektóre ruchy ciała wyglądają również tak nienaturalnie, że
czasem chciało mi się po prostu śmiać. Mam tylko nadzieję, że kolejne gry ze stajni
Konami będą pod tym względem dopracowane.
Teraz pora na drugi ważny element dotyczący gier z gatunku
survival horror, czyli dźwięk. Muza płynąca z głośników to po prostu samo
arcydzieło. Podczas podróży spokojna, wręcz usypiająca. Jednak, kiedy na naszym
horyzoncie pojawi się jakiś niesympatyczny potworek, zaczynają lecieć ostre uderzenia,
które doprowadzają nasz mózg do wariacji. Najlepiej pamiętam szpital, w którym
ciężkim uderzeniom towarzyszyły KLIMATYCZNE chrzęsty, sprzężenia i zawodzenia
zmasakrowanych siostrzyczek. Jeśli chodzi o same odgłosy wydawane przez Jamesa oraz
naszych nieprzyjaciół, to pod tym względem ta giera jest zupełną rewolucją. Każdy
stwór ma unikalne tylko dla siebie odgłosy i nie są to jakieś tam "uuu!" jak
w Residentach, ale pewnego rodzaju poezja dla ucha, która przyprawia nas o gęsią
skórkę. Odgłosy strzałów też nie są tym, do czego zostaliśmy przyzwyczajeni.
Każda broń "odzywa" się inaczej i to w sposób tak charakterystyczny, że
rozpoznasz narzędzie udręki z zamkniętymi oczami. Bardzo ważnym szczegółem jest
również dopasowanie odgłosów chodzenia po poszczególnych podłożach - zostało to
zrobione perfekcyjnie. Ostatnim elementem dźwięku są rozmowy. Głosy angielskie (bo
taką wersję dostałem w swoje łapki) zostały bardzo dobrze dopasowane do osobowości
poszczególnych postaci. Jedyne zastrzeżenie mam do niektórych dialogów, które
zostały dosyć sztywno przeprowadzone. Na szczęście tylko niektóre.
Żaden horror nie byłby horrorem, gdyby zabrakło w nim naszych
miluśkich potworów. Nie lubię się powtarzać, ale znów muszę powiedzieć, że jestem
pod wrażeniem. O ile pierwszy napotkany potwór, który miał przyszyte ręce do tułowia
i po postrzeleniu czołgał się okropnie zawodząc przy okazji, nie wywarł na mnie
wielkiego wrażenia, to już następni naprawdę dali mi powody do strachu. Opisywane
przeze mnie już wcześniej nogo-nogi czy też oślizgłe ciało, które zostało wszyte w
stalową kratę i przyczepione do sufitu mogą być dla twórców powodem do zadowolenia.
Do tego są jeszcze obleśne cielska przymocowane do metalowego blatu oraz ukochany przeze
mnie "Piramidogłowy". Koleś pełniący rolę kata, który chodzi z ogromnym,
śmiercionośnym tasakiem i wykonuje wyroki w imię "sprawiedliwości". Ale o
dziwo nie poluje tylko na nas, ale również na wszystkie inne potwory, które nie tylko
zabija, ale również bierze je na szybkie ruchanko ;-)
Nasz arsenał nie zmienił się zbytnio od czasów pierwszej
części. Tak więc mamy do wyboru zwykłą drewnianą pałę, metalowy pręt, pistolet,
shotguna, strzelbę na polowanie oraz wchodzimy w posiadanie cudownego tasaka pana
piramidogłowego. Znów na naszej drodze znajdować będziemy małe butelki lecznicze i
apteczki, które znacznie ułatwią nam rozgrywkę.
Żeby nikt nie pomyślał, że jest to najzwyklejsza w świecie
siekanka, czas wspomnieć o zagadkach. Tych jest tutaj naprawdę dużo. Napotkamy tu
prymitywne zagadki w stylu weź i użyj gdzieś indziej, ale również będą te typowo
logiczne. I nie powiem wcale, żeby były takie łatwe jak się może wydawać (proponuję
grę na zagadkach Hard). Spędziłem nad nimi sporo czasu, ale są naprawdę
satysfakcjonujące, a do tego przedłużają długość gry.
Sama rozgrywka przebiega podobnie do swojego poprzednika. Mamy
to samo sterowanie, a i ekran inwentarza prawie w ogóle się nie zmienił. Wielkim
udogodnieniem jest wprowadzenie notatnika, w którym James notuje wszystkie ważniejsze
teksty, które zostały napotkane w czasie gry, co znacznie nam ułatwia życie (pamiętam
jak w jedynce musiałem się wracać ileś lokacji wcześniej, bo zapomniałem co było
tam napisane).
Na naszej drodze spotkamy również kilku bohaterów
niezależnych, którzy będą do ciebie na przemian mile nastawieni lub wręcz przeciwnie.
Spotkamy tu między innymi Marię - sobowtóra żony Jamesa, małą dziewczynkę Laurę,
która mimo niewinnego wyrazu twarzy potrafi być nieraz okrutna. Jest również Eddy -
sympatyczny tłuścioch oraz Angela, która przyjechała do Silent Hill na grób swojej
matki. Każda z tych postaci ma swoją unikalną osobowość i podczas rozmowy z każdą z
nich trudno jest domyślić się, co wydarzy się za chwilę.
Totalnym zadziwieniem dla mnie było to, że na poziomie
rozgrywki Hard, podczas płynięcia łodzią przez jezioro do hotelu uruchomił mi się
symulator łodzi. Machasz obydwoma gałami tak, jakby to były wiosła.
No cóż, nadszedł czas na podsumowanie moich powyższych
słów. W moim odczuciu ta gra jest warta wydania każdej ilości pieniędzy i na pewno
nie będą to pieniądze stracone. Wiele osób na pewno spyta dlaczego. Od razu odpowiem,
że jeśli ktoś jest fanem survival horrorów, to ta gra chyba nigdy mu się nie znudzi.
Ja osobiście powracałem do niej już kilka razy i ciągle chce mi się w nią grać
jeszcze. Do tego dochodzi jeszcze pięć zakończeń, z czego jedno jest bonusowe, a
drugie extra bonusowe. A mi pozostało już tylko czekać z pragnieniem na kolejną
część tej kultowej serii, a moja biedna schizofrenia już nie może się doczekać.
Obwieszczam całemu światu, że nadszedł nowy mistrz, który zastąpił swojego
starszego brata. Panowie czapki z głów. I tym optymistycznym akcentem kończę te
wypociny i idę znów oddać się w świat strachu i rozpaczy.
[Sephiroth]
: Grafika - 4+/5
: Dzwięk - 5/5
: Miodność - 5!/5 |
|
|
|
|
|






Oceny internetowe:
7,7 - 8,3 - 9,0 - 90%
|
|