Wydawca-Producent: Activision Gatunek: Platformówka 3D Info: Memory Card - 80 KB, Analog Ilość płyt: 1
::: Spider-Man: The Movie :::
| Kiedy usłyszałem, że w produkcji znajduje się właśnie trzecia
część przygód zbereźnika Spidey'ego, którego ulubioną czynnością jest spuszczanie
się z dachów różnych budynków, byłem średnio zajarany. Pierwsza część były
całkiem niezła, druga była żenująca, więc co miała ze sobą przynieść trójka
opatrzona podtytułem "The Movie"??? Wahałem się do samego końca i pewnie bym
w tą grę nigdy nie zagrał, gdyby nie to, że trafiła do mnie przypadkowo, a i tak
odpaliłem ją od niechcenia. Jak nietrudno domyślić się z tytułu (chyba, że czytają to jakieś tumany, jeśli tak to proszę rękę w górę i opuścić tą stronę) gra nawiązuje do filmu, który jakiś czas temu gościł na ekranach naszych kin (w tej chwili jest już obecny na VHS I DVD). Nawiązuje jednak dosyć luźno, gdyż większość w zupełności została wymyślona przez jej twórców. A więc mamy świeżego Petera Parkera, który dopiero został ukąszony przez pająka i jest świadkiem zabójcy swojego wuja. I w ten sposób zapierdalamy nowicjuszem w badziewnym dresiku i staramy się odszukać mordercę "kochanego" wujaszka Bena. Kilka plansz i już występujemy w lśniącym bijącym sztucznością kostiumie Spidey'ego. Rozwiązujemy jakieś badziewne problemy, gonimy paru bandziorów, złych mutantów i pojawia Green Goblin. Przeganiamy go, ratujemy Mary Jane (nie tym razem jej nie spalimy :), znowu zajmujemy się rutyną, by na końcu stoczyć ostateczną walkę z Green Goblinem, dostajemy buzi od naszej laseczki i oglądamy napisy końcowe. Tak można mniej więcej skrócić fabułę, a że nie jest ona jakaś wybitna, nie bawiłem się w jakieś otoczki. Grafika prezentuje się dosyć standardowo, nic specjalnego, ale też nic aż tak tragicznego w niej nie jest. Otoczenie jest w miarę dobrze wykonane: ładnie wymodelowane wieżowce, pomieszczenia zamknięte mają dobrą architekturę, wnętrza też nią są najgorsze. Postacie to według mnie totalny szczyt komizmu i poczucia humoru twórców. Spidey wygląda jak ciota i biega tak skrzywiony, jakby go kochany wujek Ben co wieczór brał od tyłu na dobranoc. Przeciwnicy to jakaś banda frajerów, która swoim wyglądem mogłaby straszyć dzieci na dobranoc, a Green Goblin wygląda jakby mu się twarz rozpuściła. Nie no może trochę przesadzam, ale żyjemy w czasach konsol Next-Gen. I want some more!!! Cóż parę słów na temat dźwięków dobiegających z głośników, do moich uszu. ŻENADA!!! Niewiele by zabrakło a grałbym bez dźwięku, jednak przesiadywanie w ciszy nie bardzo mi pasowało. Głosy kolejnym postaciom zostały podłożone beznadziejnie, Spidey dalej wykrzykuje jakieś pedalskie teksty, a bandziory mamroczą coś pod nosem (czyżby mieli schizofrenię???) podczas przechadzek. Muzie też daleko do arcydzieła i na pewno nie znajdzie nawet najbardziej zasyfiałego miejsca w moim rankingu soundtracków. Miodność... Miodność... Miodność... Cóż ładną mamy dziś pogodę, nieprawdaż??? Nie??? Nie o tym miałem pisać??? Ach tak miodność. Cóż, nie prezentuje się ona zbyt ciekawie, więc nie przeczytacie tu żadnych achów ani ochów - jeno samą bolesną prawdę (dla fanatyków tej gry oczywiście - jeśli tacy są oczywiście :). Początkowo może nie było tak źle, a może byłem trochę bardziej wyrozumiały - nie wiem. Jednak dopiero po jakimś czasie (jakieś 30 minut) zauważyłem jak ta postać się porusza (wspomniałem już przy okazji grafy). Ale poruszanie to jeszcze małe piwo w porównaniu ze sterowaniem i kamerą, które to ze sobą tak wspaniale współgrają, że większość ekranów pod tytułem Game Over zobaczyłem głównie, przez gubiącą się co i raz kamerę, a co za tym idzie sterowanie (które zależne jest od kamery). Do tego przygotujcie się na liczne rzuty padem (mój zwiedził już praktycznie cały pokój). Przeciwnicy zmieniają się w zależności od miejsca, w którym się znajdujemy. Początkowo są zwykłe zbiry, później jakie cyborgi czy coś, agenci w czarnych garniakach i biali storm trooperzy :). Każdy z nich ma praktycznie ten sam zestaw ciosów (co najwyżej niektórzy posiadają jakąś pukawkę). Tak poza tym raczej niczym się nie różnią poza wyglądem. Bossów w grze jest może trzech czy czterech, więc tę część akapitu pominę ze względu na własne zdrowie. Przydałoby się zakończyć te wypociny, bo zaraz dostanę jakiegoś szału. Z tego co powyżej napisałem, chyba nietrudno domyślić się jaki będzie mój werdykt. Mogę jedynie powiedzieć, że grę ukończyłem jedynie dlatego, żeby przekonać się, jak jest ona żenująca i tragiczna. Momentami może i mnie wciągnęła, ale w większości był to czas stracony. Recenzja jest krótka i na temat, podobnie podsumowanie: nie grać i omijać dalekim kręgiem (chyba, że ktoś ma ochotę na wymianę pada lub kocha Spideyego i pragnie jego białej, gęstej... pajęczyny oczywiście hehehe).
|
|
|||||||